Malinowa czerwień

Niekulinarnie

  • niedziela, 09 czerwca 2013
    • Czego jeszcze o mnie nie wiecie...

      Justyna i Zosia nominowały mnie do zabawy Liebster Blog. Kilka razy odpowiadałam na pytania blogerek, więc i tym razem napiszę kilka zdań o sobie. Czerwień i błękit prowadzę już od kilku lat i mam zaprzyjaźnione grono czytelników, którzy znają mnie trochę. Blogosfera kulinarna to studnia bez dna, co chwila powstają nowe pamiętniki kulinarne, ale popularność to jedno, a pasja i radość tworzenia przepisów to drugie i to jest dla mnie treścią prowadzenia bloga...

      Pytania Justyny:

      1. Jaka jest Twoja pasja (poza gotowaniem)? Fotografowanie, literatura, językoznawstwo.
      2. Twoje popisowe danie to... pizza, makarony, kurczak w wielu odsłonach, dania warzywne czyli to co sama lubię jeść :)
      3. Ulubiony gadżet w kuchni? Malakser, który mieli orzechy, ciastka, trze ziemniaki i blender miksujący zupę, a czasem zwykła trzepaczka, która miesza masę do sernika...
      4. Warzywa czy owoce? Zdecydowanie warzywa - cukinia, czosnek, buraki...
      5. Idealne śniadanie to... szwedzki stół we Włoszech z jajecznicą na polskich pomidorach malinowych i drożdżowym ciastem z truskawkami...
      6. Ulubiony deser to... lody czekoladowe.
      7. Ulubiona przyprawa/zioła? Oregano z czosnkiem oraz kminek z majerankiem.
      8. Słodkie czy słone? Słone po trzykroć...
      9. Jaką książkę polecasz? Jillian Westfield wyszła za mąż - Allison Winn Scotch, twórczość Marii Nurowskiej.
      10. Twoje wymarzone miejsce na wakacje? Wszędzie gdzie świeci słońce i jest woda, w której można się schłodzić.
      11. Twój kulinarny autorytet? Nie mam takiego, sama się uczę i eksperymentuję w kuchni.

      Pytania Zosi:

      1. Jaki jest twój ulubiony deser? Lody czekoladowe.
      2. Jakie danie/deser najbardziej zapadł Ci w pamięć, kiedy byłaś/eś dzieckiem? Zupa czereśniowa, placki na płycie i ser z kminkiem babci Wandzi oraz kuchnia mojej mamy, którą uwielbiam do tej pory! Nikt nie robi takich pierogów ruskich, barszczu czerwonego z uszkami i białego z grzybami!
      3. Przyrząd kuchenny, bez którego nie mogę gotować/piec to... malakser, który mieli orzechy, ciastka, trze ziemniaki i blender miksujący zupę, a czasem zwykła trzepaczka, która miesza masę do sernika...
      4. Czy podczas gotowania starasz się utrzymać kuchnię w porządku? Jestem straszną bałaganiarą, mąż, który czasem sprząta po moich wyczynach kulinarnych, zwłaszcza z użyciem mąki, ględzi i mamra!
      5. Czego chciałbyś/chciałabyś spróbować z przysmaków kuchni śródziemnomorskiej? Owoce morza, z tym jestem w kuchennej poczekalni...
      6. Czego nigdy w życiu nie zjesz? Wszystko zjem, ale czasem wolę nie wiedzieć...
      7. Jak często sprawdzasz skrzynkę mailową? Codziennie.
      8. Jak często z ciast wychodzą Ci zakalce ? 1:20 wypieków, to chyba nieźle?
      9. Co zabrałabyś/zabrałbyś na bezludną wyspę (3 rzeczy)? Nóż, walizkę pudełek z zapałkami i naładowany telefon komórkowy :) A jak nie to męża, on ma umysł ścisły i coś wymyśli...
      10. Jakie miejsce chciałabyś/chciałbyś zwiedzić pod względem kulinariów? Zdecydowanie Włochy. Czytając literaturę z włoską kuchnią w tle, upewniłam się, że celebruję potrawy jak Włosi.
      11. Czy prowadzenie blogu zawsze jest dla ciebie przyjemnością? Czasem są chwile znudzenia, kiedy nie chce mi się opracowywać kolejnej notki. Zimą zniechęca brak odpowiedniego światła do fotografowania potraw, nawet tych, z których jestem najbardziej dumna. W domu jestem po 16.00, pracuję na pełny etat, mam dwóch synów, mieszkam w blokowisku, ciągle brak mi czasu... Wiosną dostaję skrzydeł, kiedy są świeże owoce i warzywa, tulipany w ogródkach i motyle na łące... Zimą więcej czytam i piszę wiersze. Po tym mnie poznacie. Zapraszam do czytania listów i wierszy... nie tylko w zimne, pochmurne dni...

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Czego jeszcze o mnie nie wiecie...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      niedziela, 09 czerwca 2013 22:03
  • poniedziałek, 13 maja 2013
  • czwartek, 12 kwietnia 2012
  • poniedziałek, 25 lipca 2011
  • czwartek, 26 maja 2011
  • sobota, 23 kwietnia 2011
  • wtorek, 08 marca 2011
    • Bo we mnie jest czerwień i błękit...

      Kiedy zakładałam bloga od razu pomyślałam o nazwie dla niego. Miał odzwierciedlać moją sprzeczną duszę, raz łagodną i niewinną, innym razem ognistą i energetyczną. Z braku weny do pisania życiowych mądrości oraz z chęci posiadania własnej strony, na której mogłabym się dzielić swoją kulinarną pasją, przypisałam blog do kategorii: kuchnia. Stąd właśnie ta mało kojarząca się z jedzeniem nazwa: Czerwień i błękit. Natomiast podtytuł, który niedawno się wyłonił Waszym oczom to efekt długich rozważań dotyczących rozwinięcia nazwy do potrzeb kulinarnych.

      Nie czuję się dziś wcale wyjątkowo, inaczej niż w pozostałe dni w roku... Dzień był taki sam, a może jeszcze bardziej nijaki jak inne. Bez fajerwerków, za to z bólem głowy, melancholią, wkurzaniem się na jakieś mało istotne drobiazgi... Może biomet nie taki jak trzeba, może hormony szaleją...

      Udało mi się już dziś coś strącić (o 5.00 przy robieniu makijażu ciągle coś leci) i przypalić (zasiedziałam się przy czytaniu komentarzy). I pięć razy powtórzyć jak to beznadziejnie dziś wyglądam i mam wszystkiego dość... W pracy, jak w pracy, tulipana i rajstop nie było. Jeden kolega z działu czekoladki podrzucił z nadzieniem lekko procentowym. I dieta na tym ucierpi, oj ucierpi... Od moich chłopców dostałam tulipany, zadzwonił tata, kiedy robiłam zakupy w osiedlowym spożywczaku i drugi tata, gdy próbowałam zrobić obiad. Teraz marzę już tylko o kąpieli i zapachu mojej poduszki, bo jutro znów pobudka o 5.00 i nowy nijaki dzień, tyle że bez gadania w mediach o tym, jakie jesteśmy cudowne...

      Życzę Wam Dzielne Kobiety, które tu zaglądacie, dodajecie mi otuchy i pozytywnych emocji, byście same wiedziały, że jesteście wyjątkowe, jedyne, wspaniałe, piękne, urocze, w sam raz wrażliwe i rzeczywiście czuły się kochane i uwielbiane! Każdego dnia!

      Bo we mnie jest i czerwień...

      Bo we mnie jest i czerwień...

       

      ...i błękit

      ...i błękit

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (10) Pokaż komentarze do wpisu „Bo we mnie jest czerwień i błękit...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      wtorek, 08 marca 2011 20:26
  • piątek, 03 grudnia 2010
  • piątek, 03 września 2010
    • 10 rzeczy, które bardzo lubię...

      Bardzo sie ucieszyłam, kiedy Jola, która prowowadzi blog Nasze życie od kuchni, zaprosiła mnie do zabawy w 10 rzeczy... które bardzo, a to bardzo lubię. Oto te, które w tym momencie spontanicznie przyszły mi do głowy... kolejność właściwie przypadkowa :)

      1. Biegać po łące pełnej motyli i łapać momenty i potem relacjonować je na swoim fotograficznym blogu...

      2. Zapach włosów Julka, początki jego mówienia i błękit oczu tego małego uśmiechniętego, kochanego chłopca ;)

      3. Patrzeć na Mikołaja i szukać w nim siebie (w rysach twarzy i cechach charakteru), podziwiać jego sześcioletnią mądrość :)

      4. Niecierpliwie czekać na Piotrka, na dźwięk klucza przekręcanego w drzwiach...

      5. Wymyślać potrawy i słodkości, komponować w myślach składniki i łączyć je oczyma wyobraźni w całość. Potem już tylko pędzić po składniki i do dzieła...

      6. Bawić się kolorami, szperając w szafie i buszując w sklepach różnego kalibru.

      7. Dać się wciągnąć w życie bohaterek książek, które czytam w wolnych chwilach (niewiele ich mam...)

      8. Lato, słońce, wodę, podróże i niechodzenie do pracy na urlopie i piątki po południu... i poranne sobotnie niewstawanie, zapach poduszki...

      9. Wspomnienia, sny, marzenia, poezję i powroty do miejsc, które były mi kiedyś bliskie.

      10. Zapach kąpieli, pieczonego ciasta, parzonej kawy, ulubionych perfum, kminku, goździków i truskawek z wanilią

      Do zabawy zapraszam:

      Agatex http://readyforcooking.blogspot.com/

      Misbasia http://misbasia.blox.pl/html

      flusso http://mniamusne.blox.pl/html

      Izabela http://przygodywkuchni.blogspot.com/

      aniado http://lepszysmak.wordpress.com/

      Miłe blogowiczki, zasady są proste, proszę o podanie 10 rzeczy, które lubicie najbardziej...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „10 rzeczy, które bardzo lubię...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      piątek, 03 września 2010 08:36
  • środa, 11 sierpnia 2010
    • Nasze słodkie lata...

      I znowu wpis z historią w tle... tylko "nieco" dłuższą...

      Dziewięć lat minęło... tak szybko i spokojnie. Bezpiecznie i bez awantur. Za to z podwójnym darem losu. Jeden ma 6 lat, drugi 2 i pół.... Pewno wiecie, o czym piszę...

      Pogoda była pod chmurką, z lekką mżawką. Po dwóch tygodniach uciążliwych upałów. Nie popsuła jednak fryzury, nie zakłóciła sesji fotograficznej.

      Biała sukienka, niebieskie róże... we włosach, w bukiecie i w butonierce. Bez stresu i z wielkim szczęściem w sercu. Jakby los podpowiadał: będzie dobrze, wygrałaś los na loterii. To prawda, prawdziwą miłość znaleźć, to jak w Lotto trafić "szóstkę"....

      Tak się złożyło, że na dzisiejszą rocznicę nie upiekłam tortu, choć pewnie to świetna okazja na słodki piętrowiec... ale ciasto ze śliwkami, które mój mąż bardzo lubi i równie mocno lubię ja... Piekę je zawsze w sezonie śliwkowym, dlatego serdecznie Wam polecam...

      Przepis na ciasto w nowym wpisie...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Nasze słodkie lata...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      środa, 11 sierpnia 2010 19:38
  • wtorek, 01 czerwca 2010
  • czwartek, 27 maja 2010
  • wtorek, 04 maja 2010
  • niedziela, 11 kwietnia 2010
  • piątek, 26 marca 2010
    • Wpis bez tytułu

      - No i nie zostanę gajowym...

      - To kim zostaniesz?

      - Żabką numer dwa...

      Mikołaj miał być gajowym w przedszkolnym przedstawieniu "Czerwony kapturek". Pani zadecydowała, że Gajowym będzie Bartek. Nie smuci się z tego powodu, bo nie za bardzo lubi występować i tak jak ja nie lubi uczyć się wierszy na pamięć. To zmora mojej edukacji. Kim zatem zostanie mój starszy syn? A kto to wie... na razie żabką numer 2.

      Julian zaczyna powtarzać trudne wyrazy. Pięknie łamie sobie język na słowach: pić, chodź, jedz... ale daleka jeszcze droga przed nim w używaniu poprawnej polszczyzny. Kto wie, może jeszcze zostanie polonistą. Lepiej nie... ale zawsze to lepsze niż być żabką numer 2...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      piątek, 26 marca 2010 10:04
  • sobota, 13 marca 2010
  • piątek, 12 marca 2010
    • Wpis bez tytułu

      Z wielką radością informuję, że dzisiaj założyłam blog fotograficzny. Postanowiłam rozwijać swoją fotograficzną pasję w osobnym dzienniku. Mam nadzieją, że będzie to przedsięwzięcie udane i równie fascynujące co tworzenie Czerwieni i błękitu...

      Zapraszam na Cudem malowane

      www.cudemmalowane.blox.pl

      Zapraszam na nowy blog

      Jednocześnie pragnę dodać, że Czerwień i błękit nadal będzie istnieć... i postaram się go nie zaniedbywać...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      piątek, 12 marca 2010 18:09
  • poniedziałek, 15 lutego 2010
    • Wyprawa na ferie

      Wyprawa na ferie

      Mikołaj nie mógł się doczekać, kiedy pojedzie do Nerona. Neron to pies babci i dziadka. Imię ma dzięki mnie. Teść chciał go nazwać Pikusiem. Nie pozwoliłam na to, by taka charakterna "osóbka" nosiła przeciętniackie, pospolite, psie imię. I ochrzciłam pieska: Neron. Bo mały, rudy i pyskaty.

      Tego dnia nie za bardzo miał ochotę wyjść z budy, śnieg padał i padał. Zwykle do babci jedziemy 50 minut. Tym razem droga zajęła nam prawie 120. Najgorsza sytuacja była w naszym mieście. Trudno było wyjechać z osiedlowej drogi, nie mówiąc już, że z parkingu to kompletna masakra. Na nasze szczęście droga do teściów to prawie przez cały czas "krajówka" i służby drogowe nie próżnowały, więc gdy opuściliśmy miasto, droga była znacznie lepsza. Jechaliśmy wolno, w sznurze samochodów, za pługiem. Ale lepiej tak niż na nieodśnieżonych i nieposypanych solą odcinkach, gdzie pod koleinami szarego śniegu świecił lód. Szczęśliwie dotarliśmy na miejce. Powrót po kilku godzinach to już mały pryszcz, bo drogi zrobiły się czarne. Na końcu naszej podróży zakopaliśmy się jeszcze na kościelnym placu. Ale wobec natury cywilizacja staje się malutka.

      Wyprawa na ferie

      Wyprawa na ferie

      Dziadek odśnieżył obejście domu. Miki wpadł na pewien pomysł...

      Wyprawa na ferie

      A krzak bzu, który w maju wygląda tak:

      Wyprawa na ferie

      ...przyobleka zimą kryształowy, lodowy strój:

      Wyprawa na ferie

      A to chciałoby się rzec prawdziwy "nóż w lodzie"...

      Wyprawa na ferie

      ...a ja wolę "róż w wodzie"...

      Róż w wodzie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lutego 2010 21:10
    • Wyróżnienie

      Od Agi dostałam wyróżnienie, moje pierwsze. Dziękuję Ci Droga Koleżanko za regularne odwiedzanie mojego internetowy dziennika. Mam nadzieję, że wyobraźni nigdy mi nie zabraknie. Czytelników również.

      Wyróżnienie

      Tradycja nakazuje, aby takim wyróżnieniem obdarować kogoś z wirtualnego świata. Długo nie zastanawiałam się kogo nagrodzić za wyobraźnię. Truflo! Wyróżnienie przyznaję Tobie za piękną scenografię potraw i niepowtarzalny klimat Twojego bloga.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wyróżnienie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lutego 2010 19:05
  • sobota, 13 lutego 2010
  • czwartek, 14 stycznia 2010
    • Dziecięce zabawy

      Zieleń naszego blokowiska


      Mam dwóch braci. Jeden jest starszy o 9, drugi o 5 lat. Z racji mniejszej różnicy wieku bawiłam się ze średniakiem. Najwięcej ubawu było podczas zabawy w chowanego. Zawsze to brat się chował, a ja szukałam jego. Najlepsza jego skrytka to ta za szlafrokami w łazience lub w tym samym pomieszczeniu tzw. skrytka na stojącego ślepego wielbłąda. Wyglądało to tak: brat wchodził na wysoką szafkę zaraz przy ścianie, tak że musiał się zgarbić i gasił światło. Albo kładł się w wannie przykryty szaflikami na pranie. Wchodził też nieraz do różnych szaf na ubrania, za wersalkę lub wewnątrz łóżka, do pojemnika na pościel, przykrywając się kołdrą. Bywało i tak, że po prostu wychodził z domu, bo mama kazała mu coś kupić. Raz pozwolił mi się schować i.... czekałam, czekałam z radością, że wymyśliłam świetną kryjówkę, skoro brat nie może mnie odnaleźć. Tymczasem ten łobuz wyszedł z domu, na podwórko lub na zakupy. Nie pamiętam już szczegółów.

      W bloku mieliśmy w pokoju taki segment, że łóżka rozkładały się z szaf. Mnie i brata oddzielała płyta wiórowa, w której było parę małych dziur. I pluliśmy się przez te dziury siarczyście. Nasze stopy i dłonie rozmawiały ze sobą, udając myszki i szczurki.

      Z bratem zimą jeździliśmy autobusem nad staw łowić rozwielitki dla rybek akwariowych. Koło stawu były też tory kolejowe. Kładliśmy ówczesną złotówkę idąc nad staw i zabieraliśmy to, co po niej zostało w drodze powrotnej. Latem nad tym samym stawem łowiliśmy karpie i liny. Najbardziej jednak lubiłam jeździć w bardziej górzyste tereny i łowić z bratem pstrągi. Moją pierwszą rybą złowioną na wędkę był chyba kiełb. Zdarzył się też kleń, karp, być może okoń i małe jazgarze łowione na podrywkę w Telśnicy Oszwarowej nad Zalewem Solińskim. Godzinami przyglądałam się jak brat robił sztuczne muchy za pomocą imadła i ołówka na rysiki. Za nić służyła mu stara pończocha, a ciałka sztucznych owadów powstawały dzięki obskubanym z piór ptakom z chowu przydomowego, bynajmniej nie naszego. Bo my byliśmy dziećmi blokowiska.

      Przed blokiem nie można było grać w piłkę, nawet nie można było chodzić po trawniku. Na straży miejskich nasadzeń czuwała Pierwsza Ekolog Naszego Osiedla, starsza pani bez włosów, za to w turbanie z chusty, o dziwnym tak naprawdę imieniu i nazwisku, na którą wszyscy mówili Ogrodniczka. Jeśli ktoś ośmielił się chodzić przed jej oknami, pukała głośno w szybę swojego okna. Jeżeli zaś popełnił tak haniebny czyn, jakim było zerwanie fiołka lub stokrotki, Strażniczka Natury Osiedlowej wyskakiwała zza roku swojego bloku z motyką, grabiami lub z tym, co aktualnie trzymała w ręku.

      Nad nami mieszkała pani Władzia, która również miała bzika na punkcie ochrony środowiska. Tylko trochę inaczej. Do swojego domu znosiła tony śmieci. Policja musiała wyważać drzwi. Kiedyś spotkała mojego tatę w piwnicy i przegoniła go mówiąc, że z żadnymi portkami się tu nie umawiała.

      I jeszcze coś mi się przypomniało. Piwnica, jak każdy wie, to mroczne i wzbudzające ciekawość miejsce. Każdy bał się tam chodzić po ciemku. Więc straszyliśmy się tam z bratem i udając twardzieli nie włączaliśmy światła. Kilka razy brat mi uciekł i zamknął drzwi... po ciemku musiałam trafić do wyjścia. Najfajniejsze były jednak jazdy naszym autorskim pojazdem. Na nasz stary spacerowy wózek załadowaliśmy sanki i jeżdziliśmy długim korytarzem piwnic w półmroku. Potem ktoś podzielił ten korytarz piwniczny według klatek. No i jazda przestałabyć już tak ekstremalna...

      Miło to wszystko sobie przypomnieć...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 stycznia 2010 19:37
  • wtorek, 12 stycznia 2010
    • Moje rodzinne strony

      Do babci

      Mój syn na

      rumianki

      Kiedy byłam małą dziewczynką, tato zabierał mnie naszym białym Fiatem 127 p do babci "na Wawel". Bynajmniej nie w Krakowie. Pierwszą czynnością po wyjściu z samochodu było przeszukiwanie kurnika i przynoszenie jajek do babcinych rąk (mój starszy brat ponoć nigdy ich nie donosił w ilości zabranej kwokom). Potem było zaglądanie w naznaczone miejsca w poszukiwaniu pieczarek (oczywiście tylko na wakacjach). Obowiązkowym zajęciem było wchodzenie na ulubione drzewo, którego od dawna już nie ma w babcinym ogrodzie. Na do widzenia zbierałam polne kwiaty na ulubionej łące (ponoć nie babcinej). Zawsze tyle, bym nie mogła ich objąć rękami... Dlatego babcia związywała je sznurkiem.

      Kapliczka i lipa przy drodze do babci

      łąka

      na łące

      Gdy byłam nieco starsza, rodzice zabierali mnie jesienią do lasu na grzybobranie. Skakałam z radości, gdy znalazłam swojego pierwszego jadalnego grzyba, zwłaszcza gdy był to prawdziwek. I miłość do darów lasu najczęściej kończyła się na ich zbieraniu. Tak samo było z wędkowaniem. Brat zabierał mnie na ryby nad rzekę lub staw i uczył wędkować. Z ryb złowionych podczas tych wypadów najbardziej smakowała mi... chrupiąca panierka...

      Solina

      Z zapory w Solinie

      Wspomnienia wciąż są żywe, choć nie mam dla nich zbyt wiele czasu. A miejsca dzieciństwa oglądane dzisiaj wyglądają zupełnie inaczej...

      Pogórze

      łąka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 stycznia 2010 20:22
  • piątek, 08 stycznia 2010
  • czwartek, 31 grudnia 2009
  • czwartek, 24 grudnia 2009

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny





Skrzynka pocztowa Napisz do mnie






Akcja: Nie kradnij zdjęć!

Durszlak.pl

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów

Katalog Smaków - Przepisy kulinarne na każdą okazję i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne

myTaste.pl

Przepisy Na - katalog kulinarny

zobacz moją galerię na mniamspinka.pl


Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl

rondel



zBLOGowani.pl




banner przepis miesiaca




Darmowe fotoblogi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...