Malinowa czerwień

Wpisy

  • wtorek, 23 lutego 2010
    • Wpis bez tytułu

      W niedzielne popołudnie  postanowiłam upiec bułeczki z przepisu Doroty. Upiekłam nieco inne z powodu mojego lenistwa. Po pierwsze, okazało się, że w domu jest tylko 400 g mąki pszennej i zamiast lecieć do sklepu, dodałam mąki żytniej żurkowej i wyszły mi lekko słodkie bułeczki pszenno-żytnie z nutką migdałową. Zamiast kruszonki migdałowej podanej w oryginale, pokruszyłam ciasteczka Amaretti.

      Lekko słodkie bułeczki o smaku amaretto

      Lekko słodkie bułeczki o smaku amaretto

      (przepis z Moje Wypieki - autor Dorotus76)

      Składniki na 13 bułek:
      500 g mąki pszennej chlebowej (dałam 400 g tortowej i 100 g żytniej żurkowej :) )
      70 g masła, roztopionego
      pół łyżeczki soli
      4 łyżki cukru
      14 g suchych drożdży lub 28 g świeżych drożdży
      2 jajka + 1 do posmarowania bułeczek
      200 ml mleka
      50 ml Amaretto

      Do większej miski wsypać mąkę. Wmieszać sól, cukier i suche drożdże (ze świeżymi wcześniej zrobić rozczyn). Dodać roztrzepane 2 jajka, mleko, Ameretto. Wyrabiać przez około 5 minut. Na końcu dodać roztopione masło. Wyrobione ciasto powinno być gładkie i elastyczne. Ciasto uformować w kulę, odłożyć do miski, przykryte, do podwojenia objętości.
      Wyjąć wyrośnięte ciasto z miski, krótko wyrobić, podzielić na 13 części. Uformować z nich bułeczki i położyć na blaszce oprószonej mąką. Przykryć, zostawić do ponownego podwojenia objętości.
      Po wyrośnięciu bułeczki posmarować dodatkowym roztrzepanym jajkiem. Posypać kruszonką.
      Piec w temperaturze 200ºC przez około 20 minut. Wyjąć, przestudzić na kratce.

      Migdałowa kruszonka:
      50 g zmielonych migdałów
      35 g masła, miękkiego
      szczypta cynamonu
      40 g brązowego cukru królewskiego demerara
      3 łyżki mąki pszennej

      Wszystkie składniki wyrobić między palcami, by powstała kruszonka. Można także  pójść na łatwiznę i pokruszyć kilka ciasteczek Amaretti i posypać nimi surowe bułeczki posmarowane jajkiem.


      Lekko słodkie bułeczki o smaku amaretto

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 lutego 2010 15:57
    • Drożdżówki z nutellą i migdałami

      Ostatnio byłam nieco zabiegana i pochłonięta pracami domowymi. Poza tym jestem na diecie oczyszczającej. Nie takiej typowej, wodno-ogórkowej, ale można nazwać to dietą, zwłaszcza po ostatnich kulinarnych szaleństwach. Skutki widoczne, niedopinające się spodnie i niepotrzebne fałdy. Oczyszczanie polega na ograniczeniu węglowodanów i piciu zielonej i białej herbaty.

      Wyłamałam się z diety, piekąc jedynie drożdżówki z nutellą i migdałami oraz migdałowe słodkie bułeczki. Te pierwsze są z przepisu Trufli3, drugie inspirowane recepturą Dorotus76. Z lekkimi modyfikacjami z mojej strony. To były moje pierwsze słodkie drożdżowe wypieki. Prościzna! Zawijaski z nutellą trochę za długo trzymałam w piekarniku i dałam za wysoką temperaturę, więc nieco bardziej się przyrumieniły.

      Drożdżówki z nutellą i migdałami


      Składniki: 40 dag mąki, 4 dag drożdży, 5 dag cukru, 1 szklanka mleka, 1/2 kostki masła, 1 torebka cukru waniliowego, 2 jajka, odrobina soli, mały słoiczek nutelli, 10 dag posiekanych migdałów

      Wykonanie: Mleko podgrzać, dodać drożdże, cukier i odrobinę mąki. Odstawić do wyrośnięcia. Masło stopić, przestudzić i połączyć z mąką, cukrem waniliowym i drożdżami. Dodać jajko i sól. Wyrobić ciasto podsypując mąką. Odstawić do wyrośnięcia. Gdy ciasto podwoi swoją objętość, można śmiało rozwałkować na pokaźny prostokąt. Wysmarować obficie nutellą i posypać posiekanymi drobno migdałami. Następnie ciasto zrolować i pokroić w plastry grubości około 4 do 5 cm. Układać luźno na blasze i odstawić ponownie do wyrośnięcia. Przed pieczeniem ciasto posmarować jajkiem. Piec w nagrzanym piekarniku (200oC) do zrumienienia.

      *oryginalny przepis znajdziecie tutaj.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 lutego 2010 13:26
  • wtorek, 16 lutego 2010
  • poniedziałek, 15 lutego 2010
    • Wyprawa na ferie

      Wyprawa na ferie

      Mikołaj nie mógł się doczekać, kiedy pojedzie do Nerona. Neron to pies babci i dziadka. Imię ma dzięki mnie. Teść chciał go nazwać Pikusiem. Nie pozwoliłam na to, by taka charakterna "osóbka" nosiła przeciętniackie, pospolite, psie imię. I ochrzciłam pieska: Neron. Bo mały, rudy i pyskaty.

      Tego dnia nie za bardzo miał ochotę wyjść z budy, śnieg padał i padał. Zwykle do babci jedziemy 50 minut. Tym razem droga zajęła nam prawie 120. Najgorsza sytuacja była w naszym mieście. Trudno było wyjechać z osiedlowej drogi, nie mówiąc już, że z parkingu to kompletna masakra. Na nasze szczęście droga do teściów to prawie przez cały czas "krajówka" i służby drogowe nie próżnowały, więc gdy opuściliśmy miasto, droga była znacznie lepsza. Jechaliśmy wolno, w sznurze samochodów, za pługiem. Ale lepiej tak niż na nieodśnieżonych i nieposypanych solą odcinkach, gdzie pod koleinami szarego śniegu świecił lód. Szczęśliwie dotarliśmy na miejce. Powrót po kilku godzinach to już mały pryszcz, bo drogi zrobiły się czarne. Na końcu naszej podróży zakopaliśmy się jeszcze na kościelnym placu. Ale wobec natury cywilizacja staje się malutka.

      Wyprawa na ferie

      Wyprawa na ferie

      Dziadek odśnieżył obejście domu. Miki wpadł na pewien pomysł...

      Wyprawa na ferie

      A krzak bzu, który w maju wygląda tak:

      Wyprawa na ferie

      ...przyobleka zimą kryształowy, lodowy strój:

      Wyprawa na ferie

      A to chciałoby się rzec prawdziwy "nóż w lodzie"...

      Wyprawa na ferie

      ...a ja wolę "róż w wodzie"...

      Róż w wodzie

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lutego 2010 21:10
    • Pani Walewska - ostatni wypiek...

      ... ostatni na jakiś czas bliżej nieokreślony. Były jeszcze dzień później drożdżówki, ale ich nie liczę jako bomby kalorycznej, bo zjedliśmy je na kolację i śniadanie. Pani Walewska zwana również Pychotką była na deser. Baaaardzo maślana! Piekłam po raz pierwszy, chyba dlatego, że wszyscy ją pieką i gdy przeszła już fala w rodzinie i na blogach, w końcu nabrałam ochoty na upieczenie tego popularnego ciasta. Najbardziej przypadła mi do gustu wersja migdałowa zaproponowana przez Dorotę z Moich Wypieków.

      Pani Walewska z aromatem migdałowym

      Migdały i aromaty migdałowe zajmują szczególne miejsce w mojej domowej cukierni. W bareczku zawsze stoi likier Amaretto, w szafkach przechowuję ciasteczka Amaretti, cukry migdałowe, cukier i aromat migdałowy, migdały w ze skórką, bez skórki, blanszowane i solone, mielone, płatki. A w łazience peeling migdałowy, balsam, kilka płynów do mycia, oliwka z olejkiem migdałowym, mgiełka do ciała. Istne szaleństwo! Wróćmy jednak do wypieku... Zmieniłam nieco proporcje z przepisu Dorotus i nie piekłam tak długo kruchych ciast co ona. Oto moja receptura:

      Ciasto: 6 żółtek, 3 szklanki mąki, 200 g masła, 2 łyżki śmietany, 1/2 szklanki cukru pudru, 2 łyżeczki proszku do pieczenia.

      Wszystkie składniki zagnieść, ciasto podzielić na pół, rozwałkować i wyłożyć na dwie identyczne blachy wyłożone papierem.

      Beza: 8 białek, 1 1/2 szklanki drobnego cukru, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, 150 g płatków migdałowych, słoik kwaśnego dżemu (dałam z czarnej porzeczki, sklepowy, ale lepszy byłby domowy).

      Białka ubić z cukrem na sztywno, na końcu dodać mąkę i wymieszać.

      Oba surowe płaty ciasta posmarować dżemem. Na dżem wyłożyć po pół ubitej piany. Posypać po połowie płatków migdałowych. Upiec oba ciasta w temp. 175oC do lekkiego przyrumienienia (piekłam 30 minut każde z ciast). Przestudzić, usunąć papier.

      Krem: 1/2 litra mleka, 2/3 szklanki cukru, cukier migdałowy, 3 łyżki mąki pszennej, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, 2 żółtka, 300 g masła, 2 łyżki likieru Amaretto, ewentualnie kilka kropel aromatu migdałowego.

      Z mleka odlać 1/3 szklanki, dodać żółtka i mąki, rozkłócić. Resztę mleka zagotować z cukrem i cukrem waniliowym. Wlać budyń i gotować do zgęstnienia ciągle mieszając. Zdjąć z ognia, przykryć folią aluminiową i wystudzić. Masło utrzeć na puch, dodając po łyżce budyniu. Dodać likier lub aromat. Przełożyć placki kremem. Chłodzić przynajmniej 3 godziny.

      Pani Walewska z aromatem migdałowym

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Pani Walewska - ostatni wypiek...”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lutego 2010 19:58
    • Wyróżnienie

      Od Agi dostałam wyróżnienie, moje pierwsze. Dziękuję Ci Droga Koleżanko za regularne odwiedzanie mojego internetowy dziennika. Mam nadzieję, że wyobraźni nigdy mi nie zabraknie. Czytelników również.

      Wyróżnienie

      Tradycja nakazuje, aby takim wyróżnieniem obdarować kogoś z wirtualnego świata. Długo nie zastanawiałam się kogo nagrodzić za wyobraźnię. Truflo! Wyróżnienie przyznaję Tobie za piękną scenografię potraw i niepowtarzalny klimat Twojego bloga.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Wyróżnienie”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 15 lutego 2010 19:05
  • sobota, 13 lutego 2010
  • czwartek, 11 lutego 2010
    • Jak krew z nosa...

      Przychodzą czasem takie dni, niewiadomo skąd, że czujemy się niekochane, niedoceniane, nieszanowane. Jakby ktoś nagle zburzył nasz moralny piedestał. Jakby ktoś uciął nam skrzydła. W prostych codziennych czynnościach nie zauważamy znaczącego postępu. Błahostki sprawiają trudności i wolałybymy schować się w małym kącie, by nikt nie zwracał na nas uwagi. Czyżby zbliżało się przesilenie? Zima w tym roku jest wyjątkowo zimowa. Temperatura przez cały czas poniżej zera. Na szczęście nie ma dużych wahań w pogodzie, takich jak jesienią, przez które czujemy się jeszcze gorzej. I choć czas pędzi jak szalony i do wiosny bliżej niż dalej, wszystko idzie jak przysłowiowa krew z nosa...

      Tęsknię za takimi widokami:

      Zalew w Bliznem - sierpień 2009

      Zalew w Bliznem - sierpień 2009

      Zalew w Bliznem - sierpień 2009

      Zalew w Bliznem - sierpień 2009

      Zalew w Bliznem - sierpień 2009

      Zalew w Bliznem

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Jak krew z nosa...”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      czwartek, 11 lutego 2010 20:09
  • poniedziałek, 08 lutego 2010
    • Sałatka ziemniaczana z boczkiem i fetą

      Sałatka ziemniaczana z boczkiem i fetą


      kawałek chudego boczku (25 dag)

      3 małe ziemniaki ugotowane w łupinach

      kostka sera feta

      słoik marynowanych ogórków (z chili)

      1/2 puszki kukurydzy

      1 puszka lub szklanka ugotowanej ciecierzycy

      1/2 słoika marynowanej szalotki (niekoniecznie)

      1/2 słoiczka marynowanego czosnku (niekoniecznie)

      majonez

      śmietana

      musztarda

      pieprz

      sól

      Boczek pokroić w kostkę, obsmażyć na łyżce oleju. Ziemniaki obrać i pokroić w dużą kostkę. Pokroić fetę i ogórki. Dodać odsączoną kukurydzę, ugotowaną lub odcedzoną z zalewy cieciorkę. Można dołożyć marynowaną szalotkę i czosnek, ale nie jest to konieczne. Dodałam, bo zostały mi produkty z poprzedniej sałatki. Wymieszać z majonezem, śmietaną i musztardą, przyprawić solą i pieprzem. Schłodzić przed podaniem.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 08 lutego 2010 09:22
  • niedziela, 07 lutego 2010
    • Ciasto miodowo-orzechowe z kremem z kaszy manny

      Pracochłonne, ale pyszne i... kaloryczne. Na początku twarde jak kamień, po dobie leżakowania nabiera smaku i miękkości. Mąż był wniebowzięty. Podziwiam, że na raz zjada trzy kawałki. Ja jednemu nie mogłam dać rady...

      Ciasto miodowo-orzechowe z kremem z kaszy manny

      Ciasto miodowo-orzechowe z kremem z kaszy manny

      Ciasto: 250 g margaryny, 3 kopiate szklanki mąki, 2 łyżki miodu, 2 łyżeczki sody, szklanka cukru, 2 jajka.

      Polewa orzechowa: 1/2 kostki masła, 30 dag orzeszków ziemnych, 1/2 szklanki cukru (u mnie brązowy), 2 łyżki miodu.

      Krem: 7 płaskich łyżek błyskawicznej kaszy manny, 1/2 litra mleka, 1 szklanki cukru, 1/2 opakowania cukru wanilinowego (8 g), 1 1/2 kostki masła (325 g).

      Wykonanie ciasta: Margarynę stopić, wsypać cukier i wlać miód. Podgrzewać do rozpuszczenia cukru. Przestudzić. W misce wymieszać mąkę z sodą, dodać jajka i przestudzony tłuszcz. Wyrobić ciasto i podzielić na dwie równe części. Wylepić dwie identyczne prostokątne blachy wyłożone pergaminem. Na jedno surowe ciasto wylać gorącą polewę i upiec oba ciasta (ok. 15 minut, temp. 180oC). Gdy nieco przestygną, zdjąć papier.

      Wykonanie polewy: masło stopić w garnku z cukrem i miodem, dodać orzechy (opłukane z soli) i gotować kilka minut, przez cały czas mieszając.

      Wykonanie kremu: Mleko zagotować z cukrem i cukrem wanilinowym, wsypać kaszę i zagotować. Mieszać do zgęstnienia. Ostudzić. Utrzeć miękkie masło, dodając po łyżce kaszy. Kremem przełożyć placki. Ciasto z polewą orzechową kładziemy na górze, lekko dociskając. Ciasto należy szczelnie owinąć folią, aby nie przeszło zapachami i wstawić do lodówki na całą noc lub jeszcze dłużej. W tym czasie zmięknie i nabierze mocy.

      Ciasto miodowo-orzechowe z kremem z kaszy manny

      Ciasto miodowo-orzechowe z kremem z kaszy manny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasto miodowo-orzechowe z kremem z kaszy manny”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      niedziela, 07 lutego 2010 19:43
  • piątek, 05 lutego 2010
    • Dwie sałatki rybne

      Ostatnio udaje mi się jeść więcej ryb. I częściej przygotowuję sałatki rybne. Co do gatunków, moje preferencje nie uległy zmianie. Nadal króluje tuńczyk i śledź.

      Sałatka śledziowa

      kilka marynowanych płatów śledziowych w oleju

      3 ogórki kiszone

      puszka kukurydzy

      1/2 puszki groszku

      słoiczek marynowanych pieczarek

      kilka łyżek majonezu iśmietany

      pieprz, curry.

      Śledzie opłukać z oleju, pokroić na kawałki, przełożyć do salaterki lub ułożyć na talerzykach. W osobnej misce wymieszać kukurydzę, groszek, pokrojone w kostkę ogórki i posiekane w plastry pieczarki. Wymieszać z majonezem, śmietaną, przyprawić i schłodzić. Zalać śledzie całą sałatką i wymieszać lub częścią, jeżeli potrawę podajemy na talerzykach.

      Sałatka śledziowa z curry

      Sałatka z tuńczykiem

      2 puszki tuńczyka

      1 woreczek ryżu parabolicznego

      2 łyżki rodzynek najlepiej królewskich

      1/2 słoiczka złotych cebulek w occie

      3 łyżki majonezu

      2 łyżki śmietany

      pieprz

      sól

      Ryż ugotować do miękkości z łyżeczką soli. Rodzynki zalać wrzątkiem, po kilku minutach odcedzić. Tuńczyka odsączyć, rozdrobnić, dodać odsączone cebulki, rodzynki i ryż. Wymieszać z majonezem i śmietaną, doprawić do smaku. Schłodzić przed podaniem.

      Sałatka z tuńczyka z rodzynkami i szalotką

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      piątek, 05 lutego 2010 07:50
  • poniedziałek, 01 lutego 2010
    • Ciasto pomarańczowo-makowe

      Ciasto pomarańczowo-makowe

      Ciasto pomarańczowo-makowe

      Ucierane, maślane ciasto z dodatkiem maku i skórki z pomarańczy. Na górze cienka warstwa kremu maślano-śmietankowego z nutką pomarańczy. W sam raz na poobiedni deser.

      Ciasto: 200 g masła

      szklanka drobnego cukru

      5 jajek (osobno białka i żółtka)

      szczypta soli

      2 szklanki mąki (w tym 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej)

      2 łyżeczki proszku do pieczenia i 1 łyżeczka sody

      ok. 4 łyżki maku

      skórka otarta z 2-3 pomarańczy

      3 łyżki śmietany.

      Krem: 150 g miękkiego masła, 150 g serka śmietankowego (bez soli), 1/2 szklanki cukru pudru, 2 łyżki soku z pomarańczy, 2 krople olejku pomarańczowego, skórka z 1 pomarańczy i łyżka maku do dekoracji (niekoniecznie).

      Wszystkie składniki powinny mieć taką samą temperaturę.Miękkie masło utrzeć z cukrem i żółtkami. Dodać śmietanę i dobrze wymieszać. Wsypać mąki wymieszane z proszkiem i sodą i dobrze połączyć z masą maślaną. Następnie dodać mak oraz skórkę, wymieszać. Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, dodać do masy i delikatnie, ale dokładniepołączyć z masą. Wyłożyć do tortownicy (26-27 cm) wyłożonej papierem i piec do tzw. suchego patyczka (45 min.). Przed nałożeniem kremu dobrze wystudzić.

      W misce utrzeć miękkie masło z serkiem i cukrem dodać sok i aromat. Wyłożyć na zimne ciasto. Można posypać skórką z pomarańczy i makiem. Schłodzić, by krem stężał.

      Ciasto pomarańczowo-makowe

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Ciasto pomarańczowo-makowe”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 01 lutego 2010 12:29
  • sobota, 30 stycznia 2010
    • Torcik czekoladowo-kawowy

      Torcik czekoladowo-kawowy

      Dobry, nie za słodki, dla miłośników kawy.

      Spód czekoladowy to przepis Dorotus z Moje Wypieki. Przepis znajdziecie tutaj.

      Do ciasta dodałam więcej kakao i o jedną łyżeczkę kawy więcej, ale i tak jej aromat wyparował. Kawowy smak urtatowała masa, którą wykonałam z dużego budyniu o smaku cappucino, 2 łyżeczek kawy, 2 łyżeczek czekolady w proszku, 1/2 litra mleka i 3/4 szklanki cukru. Budyń utarłam z kostką masła. Wyłożyłam na ostudzone ciasto. Na masie ułożyłam warstwę maślanych herbatników kakaowych. Na górę wycisnęłam z tubki z fantazyjną końcówką :) 1/2 litra ubitej kremówki i posypałam startą gorzką czekoladą.

      Torcik czekoladowo-kawowy

      Torcik czekoladowo-kawowy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      sobota, 30 stycznia 2010 15:22
  • czwartek, 28 stycznia 2010
    • Tęsknimy za wiosną i latem

      Biedronka

       

      Niebieskie kwiaty

      W maju

      Hiacynt

      Tulipany

      Powój

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 stycznia 2010 19:42
    • Toffik niebiańsko migdałowy

      Ciasto delikatne, rozpływające się w ustach, dość słodkie. Dla wielbicieli migdałowych aromatów, jak również dla miłośników karmelu. Jedyny bardziej cierpki akcent to ananasy. Ciasto historyczne, bo w trakcie ucierania popsuł się mikser - mój prezent ślubny. To jakiś znak z niebios? Myślałam, że tylko ciasto pochodzi z góry...

      Toffik migdałowy

      Spód tej niebińskiej słodkości to ucierane ciasto z białą czekoladą. Pomysł i receptura ze zmienionymi przeze mnie proporcjami zaczerpnięta ze strony Kwestia smaku.

      Pozostałe warstwy to moja inwencja twórcza.

      Toffik migdałowy z kawałkami ananasa

      Ciasto: 200 g białej czekolady, 160 g masła,, 1 1/4 szklanki mąki, 4 duże jajka, 5 łyżek cukru pudru, 1 łyżeczka proszku do pieczenia.

      Masa migdałowa z ananasami: 3 płaskie łyżki mąki pszennej, 2 łyżki mąki ziemniaczanej, 1/2 l mleka, 1 cukier migdałowy (16 g), 3/4 szklanki cukru, 200 g masła, kilkanaście ciasteczek Amaretti, kilka plastrów ananasa z puszki.

      Góra ciasta: 2 duże opakowania herbatników maślanych, gotowa masa krówkowa, 500 ml śmietany kremówki, 2 łyżeczki żelatyny, 4 łyżki cukru pudru, opakowanie płatków migdałowych.

      Najpierw topimy w kąpieli wodnej białą czekoladę, studzimy.

      Następnie przygotowujemy budyń.  Z mleka odlewamy pół szklanki, wsypujemy mąki i cukry, rozpuszczamy. Resztę mleka gotujemy, wlewamy mieszankę budyniową, ciągle mieszając aż składniki dobrze się połączą. Budyń zestwiamy z ognia do całkowitego wystudzenia.

      W tym czasie wykonujemy spód.  Miękkie masło ucieramy z cukrem pudrem, wlewamy zimną czekoladę, dobrze łączymy składniki. Następnie na przemian dodajemy jajka i mąkę wymieszaną z proszkiem. Wylewamy do dużej blachy wyłożonej papierem i pieczemy do zrumienienia i suchego patyczka. Studzimy.

      Zimny budyń ucieramy z miękkim masłem, dodajemy rozkruszone ciasteczka Amaretti oraz dobrze odsączone i drobno pokrojone ananasy. Mieszamy i wykładamy na ostudzone ciasto z czekoladą. Wyrównujemy powierzchnię.

      Następnie na masie układamy jeden koło drugiego pierwszą warstwę herbatników. Na herbatnikach rozsmarowujemy zmiksowaną masę krówkową i układamy drugą partię herbatników.

      Żelatynę namaczamy w 1/3 szklanki wody. Podgrzewamy i rozpuszczamy, odstawiamy do wystudzenia. Dobrze schłodzoną kremówkę ubijamy z cukrem. Wlewamy zimną, ale jeszcze płynną żelatynę i dobrze łączymy ze śmietaną. Wykładamy na herbatniki i obficie posypujemy płatkami migdałowymi. Schłamy w lodówce, najlepiej przez całą noc.


      Toffik migdałowy

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Toffik niebiańsko migdałowy”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 stycznia 2010 09:38
  • środa, 27 stycznia 2010
    • Sałatka dla fanów curry

      Myślałam, myślałam i w końcu mnie olśniło. Zrodził się pomysł na sałatkę, którą z czystym sercem mogę polecić. Oczywiście tym, którzy lubią połączenia słodko-słone. Prawdę mówiąc, składniki nie są wyszukane, ale dodatek curry sprawia, że smak zdaje się być nieco orientalny.


      Sałatka z sosem curry

      Sałatka z sosem curry

      3 plastry szynki konserwowej

      5 plastrów ananasa z puszki

      puszka kukurydzy

      1/2 puszki groszku

      słoiczek marynowanych pieczarek

      słoiczek selera w zalewie

      ok. 4 łyżki majonezu

      curry do smaku (dałam płaską łyżeczkę).

      Szynkę kroimy w kosteczkę. Odsączone z zalewy pieczarki i krążki ananasa siekamy na małe kawałki. Kukurydzę, selera i groszek również odsączamy i łączymy z pozostałmi składnikami.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      środa, 27 stycznia 2010 11:14
  • niedziela, 24 stycznia 2010
  • poniedziałek, 18 stycznia 2010
    • Nadciągnął wyż arktyczny...

      ... i w końcu zaświeciło słońce. Skorzystały na tym moje dzieciaki i album ze zdjęciami. W słoneczny dzień wszystko wygląda piękniej...

      A tak było wczoraj na naszej osiedlowej górce:

      Miki, chcesz jechać z Julkiem?

      Niech sam zjeżdża...

      Zimowe harce

      (...)

      ???

      Zimowe harce

      Zimowe harce

      Zimowe harce

      Zimowe harce

      ... Julek uważaj, krzaki!

      Julek! Ju....

      Nie udało mi się uwiecznić spotkania z żywopłotem, bo jak każda przykładna mamusia wyrzuciłam aparat (na szczęście do kieszeni, a nie w śnieg) i pospieszyłam ratować swoje kochane dziecko.

      Potem był jeszcze crash test ze świerkiem, po którym Julek miał policzki w czerwone kropki (ślady po igłach). Szybko jednak zniknęły, a kochane dziecko zasnęło w drodze powrotnej jak niedźwiedź brunatny. Z nadmiaru wrażeń, zmęczenia i dotlenienia...

      Zimowe harce i ich skutki

      Dziecko spało, a mama z aparatem szukała takich widoków:

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Wyż arktyczny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 18 stycznia 2010 19:17
  • sobota, 16 stycznia 2010
    • Maślankowe amaretto z nutką morelowo-pomarańczową

      Na takie ciasto od dawna miałam ochotę. Proste, szybkie i pod pierzynką z płatków... migdałowych. Przepis rodził się w trakcie... ucierania. Dlatego mąż musiał lecieć do sklepu po białą czekoladę, bo mi tam pasowała. Podczas pieczenia jej kawałki na brzegach pięknie się skarmelizowały. Mężowi chyba jednak opłacało się biegać do spożywczego, bo ciasto bardzo mu smakuje.

      Maślankowe amaretto


      Ciasto:

      3 szklanki mąki (w tym 1/2 szklanki mąki ziemniaczanej)

      1 szklanka maślanki lub jogurtu naturalnego

      1/2 szklanki oleju

      3/4 szklanki cukru (można więcej jak ktoś lubi słodsze)

      3 łyżki likieru Amaretto lub cukier migdałowy

      4 jajka

      szczypta soli

      ok. 120 g posiekanych drobno suszonych moreli

      opakowanie skórki pomarańczowej

      60 g płatków migdałowych

      3/4 tabliczki białej czekolady pokrojonej w kostkę

      1 1/2 łyżeczki sody

      1 łyżeczka proszku do pieczenia

      Krem do dekoracji:

      100 g miękkiego masła

      200 g gęstego serka śmietankowego naturalnego

      2 łyżki cukru pudru

      2 krople olejku pomarańczowego

      2 łyżki soku pomarańczowego

      40 g płatków migdałowych

      Jajka utrzeć z solą, cukem i likierem. Mąki wymieszać z proszkiem i sodą. Do masy jajecznej powoli wlać jogurt lub maślankę oraz olej. Zmiksować. Wsypać sypkie składniki i dobrze wymieszać. Wsypać bakalie. Ciasto wylać na dużą blachę lub tortownicę. Piec ok. 50 minut w temp. 180oC. Patyczkiem sprawdzić, czy ciasto jest upieczone (patyczek ma być suchy). Studzić w uchylonym piekarniku przez kilkanaście minut, potrm wyjąć i wystudzić zupełnie przed wyłożeniem kremu. Krem sporządzić miksując masło z serkiem (dobrze, by miały tę samą temperaturę). Do masy dodać sok i olejek oraz cukier puder. Dobrze ze sobą połączyć. Wyłożyć na wystudzone ciasto. Posypać płatkami migdałów. Włożyć do lodówki, by krem nieco stężał.

      Maślankowe amaretto

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „Maślankowe amaretto z nutką morelowo-pomarańczową”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      sobota, 16 stycznia 2010 21:09
    • Śledzie w winnych śliwkach

      Śledzie w winnych śliwkach

      4-5 płatów śledziowych, najlepiej marynowanych w oleju

      1 czerwona cebula

      kilkanaście suszonych śliwek

      kilka goździków

      kilka owoców jałowca

      łyżka kolorowego pieprzu

      1/2 szklanki wina, najlepiej domowego

      kilka łyżek oleju

      Śliwki przekroić na pół i moczyć w winie przynajmniej 2 godziny. Śledzie oczyścić ze słoikowej zalewy, pokroić na kawałki, a cebulę posiekać w grubą kostkę. Umieścić w pojemniczku lub salaterce. Zalać olejem, dodać goździki i jałowiec oraz pieprz. Następnie dodać śliwki i kilka łyżek wina, w którym się moczyły. Wszystko wymieszać, szczelnie przykryć i odstawić do lodówki przynajmniej na 1 dzień.

      Wino taty

      Śledzie w winnych śliwkach

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      sobota, 16 stycznia 2010 20:10
  • piątek, 15 stycznia 2010
    • Toffik z bakaliami

      Tworzenie słodkich deserów to dla mnie wielka przyjemność. A ciasta z masą krówkową zajmują szczególne miejsce w mojej domowej cukierni.

      Toffik z bakaliami

      Toffik z bakaliami

      Spód ucierany: 1 1/2 szklanki mąki, 1 szklanka cukru 3 łyżki kakao 1 kostka masła,
      3 łyżeczki proszku do pieczenia 4 jajka (osobno białka i żółtka), 5 łyżek wody.

      Masa śmietankowa z bakaliami: 2 budynie śmietankowe, 1/2 szklanki mleka, 1 kostka masła, cukier puder do dmaku, szklanka bakalii, w tym pokrojona gorzka czekolada.

      Dodatkowo: 2 duże paczki herbatników z nadzieniem czekoladowym, gotowa masa krówkowa, 1/2 l śmietany kremówki, najlepiej 36%, 2 łyżki cukru pudru, starta gorzka czekolada (ilość dowolna).

      Masło stopić z cukrem, wodą i kakao. Gotować około 5 minut. Ostudzić. Gdy masa ostygnie dodać żółtka, mąkę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i ubitą pianę z jajek. Wymieszać. Wlać do dużej prostokątnej blachy wyłożonej papierem. Piec do suchego patyczka w temp. 180 stopni C. Z ciasta zdjąć papier i włożyć je z powrotem do blachy.

      Budynie rozprowadzić w 1/2 szklanki mleka. Resztę mleka zagotować, wlać budynie, cały czas mieszając. Wystudzić. Utrzeć z miękkim masłem, dosłodzić do smaku, wrzucić bakalie i wymieszać. Wyłożyć na upieczone ciasto.

      Na masę wyłożyć równo jeden koło drugiego herbatniki, lekko dociskając. Na herbatnikach rozprowadzić masę krówkową (najlepiej potraktować ją mikserem) i przykryć drugą warstwą herbatników.

      Schłodzoną śmietanę ubić z cukrem pudrem, rozsmarować na herbatnikach. Na wierzch zetrzeć czekoladę. Schłodzić ciasto w lodówce, przynajmniej 2 godziny.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      piątek, 15 stycznia 2010 08:54
  • czwartek, 14 stycznia 2010
    • Dziecięce zabawy

      Zieleń naszego blokowiska


      Mam dwóch braci. Jeden jest starszy o 9, drugi o 5 lat. Z racji mniejszej różnicy wieku bawiłam się ze średniakiem. Najwięcej ubawu było podczas zabawy w chowanego. Zawsze to brat się chował, a ja szukałam jego. Najlepsza jego skrytka to ta za szlafrokami w łazience lub w tym samym pomieszczeniu tzw. skrytka na stojącego ślepego wielbłąda. Wyglądało to tak: brat wchodził na wysoką szafkę zaraz przy ścianie, tak że musiał się zgarbić i gasił światło. Albo kładł się w wannie przykryty szaflikami na pranie. Wchodził też nieraz do różnych szaf na ubrania, za wersalkę lub wewnątrz łóżka, do pojemnika na pościel, przykrywając się kołdrą. Bywało i tak, że po prostu wychodził z domu, bo mama kazała mu coś kupić. Raz pozwolił mi się schować i.... czekałam, czekałam z radością, że wymyśliłam świetną kryjówkę, skoro brat nie może mnie odnaleźć. Tymczasem ten łobuz wyszedł z domu, na podwórko lub na zakupy. Nie pamiętam już szczegółów.

      W bloku mieliśmy w pokoju taki segment, że łóżka rozkładały się z szaf. Mnie i brata oddzielała płyta wiórowa, w której było parę małych dziur. I pluliśmy się przez te dziury siarczyście. Nasze stopy i dłonie rozmawiały ze sobą, udając myszki i szczurki.

      Z bratem zimą jeździliśmy autobusem nad staw łowić rozwielitki dla rybek akwariowych. Koło stawu były też tory kolejowe. Kładliśmy ówczesną złotówkę idąc nad staw i zabieraliśmy to, co po niej zostało w drodze powrotnej. Latem nad tym samym stawem łowiliśmy karpie i liny. Najbardziej jednak lubiłam jeździć w bardziej górzyste tereny i łowić z bratem pstrągi. Moją pierwszą rybą złowioną na wędkę był chyba kiełb. Zdarzył się też kleń, karp, być może okoń i małe jazgarze łowione na podrywkę w Telśnicy Oszwarowej nad Zalewem Solińskim. Godzinami przyglądałam się jak brat robił sztuczne muchy za pomocą imadła i ołówka na rysiki. Za nić służyła mu stara pończocha, a ciałka sztucznych owadów powstawały dzięki obskubanym z piór ptakom z chowu przydomowego, bynajmniej nie naszego. Bo my byliśmy dziećmi blokowiska.

      Przed blokiem nie można było grać w piłkę, nawet nie można było chodzić po trawniku. Na straży miejskich nasadzeń czuwała Pierwsza Ekolog Naszego Osiedla, starsza pani bez włosów, za to w turbanie z chusty, o dziwnym tak naprawdę imieniu i nazwisku, na którą wszyscy mówili Ogrodniczka. Jeśli ktoś ośmielił się chodzić przed jej oknami, pukała głośno w szybę swojego okna. Jeżeli zaś popełnił tak haniebny czyn, jakim było zerwanie fiołka lub stokrotki, Strażniczka Natury Osiedlowej wyskakiwała zza roku swojego bloku z motyką, grabiami lub z tym, co aktualnie trzymała w ręku.

      Nad nami mieszkała pani Władzia, która również miała bzika na punkcie ochrony środowiska. Tylko trochę inaczej. Do swojego domu znosiła tony śmieci. Policja musiała wyważać drzwi. Kiedyś spotkała mojego tatę w piwnicy i przegoniła go mówiąc, że z żadnymi portkami się tu nie umawiała.

      I jeszcze coś mi się przypomniało. Piwnica, jak każdy wie, to mroczne i wzbudzające ciekawość miejsce. Każdy bał się tam chodzić po ciemku. Więc straszyliśmy się tam z bratem i udając twardzieli nie włączaliśmy światła. Kilka razy brat mi uciekł i zamknął drzwi... po ciemku musiałam trafić do wyjścia. Najfajniejsze były jednak jazdy naszym autorskim pojazdem. Na nasz stary spacerowy wózek załadowaliśmy sanki i jeżdziliśmy długim korytarzem piwnic w półmroku. Potem ktoś podzielił ten korytarz piwniczny według klatek. No i jazda przestałabyć już tak ekstremalna...

      Miło to wszystko sobie przypomnieć...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      czwartek, 14 stycznia 2010 19:37
  • wtorek, 12 stycznia 2010
    • Moje rodzinne strony

      Do babci

      Mój syn na

      rumianki

      Kiedy byłam małą dziewczynką, tato zabierał mnie naszym białym Fiatem 127 p do babci "na Wawel". Bynajmniej nie w Krakowie. Pierwszą czynnością po wyjściu z samochodu było przeszukiwanie kurnika i przynoszenie jajek do babcinych rąk (mój starszy brat ponoć nigdy ich nie donosił w ilości zabranej kwokom). Potem było zaglądanie w naznaczone miejsca w poszukiwaniu pieczarek (oczywiście tylko na wakacjach). Obowiązkowym zajęciem było wchodzenie na ulubione drzewo, którego od dawna już nie ma w babcinym ogrodzie. Na do widzenia zbierałam polne kwiaty na ulubionej łące (ponoć nie babcinej). Zawsze tyle, bym nie mogła ich objąć rękami... Dlatego babcia związywała je sznurkiem.

      Kapliczka i lipa przy drodze do babci

      łąka

      na łące

      Gdy byłam nieco starsza, rodzice zabierali mnie jesienią do lasu na grzybobranie. Skakałam z radości, gdy znalazłam swojego pierwszego jadalnego grzyba, zwłaszcza gdy był to prawdziwek. I miłość do darów lasu najczęściej kończyła się na ich zbieraniu. Tak samo było z wędkowaniem. Brat zabierał mnie na ryby nad rzekę lub staw i uczył wędkować. Z ryb złowionych podczas tych wypadów najbardziej smakowała mi... chrupiąca panierka...

      Solina

      Z zapory w Solinie

      Wspomnienia wciąż są żywe, choć nie mam dla nich zbyt wiele czasu. A miejsca dzieciństwa oglądane dzisiaj wyglądają zupełnie inaczej...

      Pogórze

      łąka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 stycznia 2010 20:22
    • Trzy kraje europejskie na polskim talerzu

      Dzisiaj podałam spagetti z leczo i sałatką grecką. Co łączy te trzy elementy? Lekkość, bogactwo witamin i duża ilość kolorów, zwłaszcza czerwieni i zieleni... Po tak pysznym obiedzie pozostaje mi tylko napić się zielonej herbaty. Już nie z Europy, ale działającej na mój organizm zbawiennie. Od kiedy piję ją regularnie, czuję się o wiele lepiej i mam więcej energii. Choć i tak pierwsze miejsce w rankingu energetyzujących płynów zajmuje kawa.

      spagetti z leczo

      sałatka grecka

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      mikimama
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 stycznia 2010 18:09
  • niedziela, 10 stycznia 2010

Kalendarz

Grudzień 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31

Wyszukiwarka

Tagi

Autorzy

Kanał informacyjny





Skrzynka pocztowa Napisz do mnie






Akcja: Nie kradnij zdjęć!

Durszlak.pl

Mikser Kulinarny - przepisy kulinarne i wyszukiwarka przepisów

Katalog Smaków - Przepisy kulinarne na każdą okazję i wyszukiwarka przepisów Odszukaj.com - przepisy kulinarne

myTaste.pl

Przepisy Na - katalog kulinarny

zobacz moją galerię na mniamspinka.pl


Wykrywacz smaku - www.wykrywacz-smaku.pl

rondel



zBLOGowani.pl




banner przepis miesiaca




Darmowe fotoblogi

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...